mając pełnię władzy nie podjęli żadnych poważnych zmian systemowych w aparacie państwa,
..proszę spojrzeć na czyny. Przecież to nie Kaczyńskiego usuwano z polityki,
a Kaczyński usunął Samoobronę i LPR, a także wielu pojedyńczych polityków w
cień. Dalej, gdy on był premierem a brat prezydentem, mając większość w
parlamencie, czyli mieli pełnię władzy, nie podjęli żadnych poważnych zmian
systemowych w aparacie państwa, żadnej ustawy naprawiającej sądownictwo,
prokuraturę, wi,ezienia i areszty, edukację,szkolnictwo wyższe i naukę,
itd.,itd.,itd.
NIC dla POLAKÓW dobrego nie zrobili, zajęli się tylko
montowaniem własnych służb specjalnych i usuwaniem niewygodnych dla siebie ludzi
z życia publicznego. JAK TEGO MOŻNA NIE WIDZIEĆ?
O tym, że na fotelu II pilota siedział gen. Błasik i osobiście wykonywał rozkaz lądowania wydany mu przez Lecha Kaczyńskiego świadczą dwa fakty, których nie można w żaden iny sposób wytłumaczyć, a nie wolno ich przemilczeć:
1. Po wydanej przez II pilota komendzie: "Odchodzimy" tupolew nie został
jednak przez tego samego II pilota wyprowadzony do góry.
2. Nie zrobił tego także I pilot, który milczał w ostatniej fazie lotu i
nie odpowiadał na wezwania wieży kontrolnej, gdyż nie kontrolował
lądowania wykonywanego osobiście przez najwyższego przełożonego pilotów,
dowódcę lotnictwa Wojska Polskiego.
___ Inny ekspert od bezpieczeństwa lotów, z którym rozmawiał "Russkij
Newsweek", a który jednak zastrzegł sobie anonimowość, uważa nawet, że
"z 50-procentowym prawdopodobieństwem można przyjąć, że w fotelu II
pilota siedział dowódca Sił Powietrznych (generał Andrzej Błasik)".
pierwsi hasło do rozkradania kraju dali Kaczyńscy ze swoim Porozumieniem Centrum
~pamiętający
do
~kasjer:
Przypomnę że pierwsi hasło do rozkradania kraju dali Kaczyńscy ze
swoim Porozumieniem Centrum. To oni uwłaszczyli się na gazecie Expres
Wieczorny wraz z budynkami redakcji i drukarnią. To oni założyli
uwłaszczające się spółki TELEGRAF, Srebrna i inne. To oni zaczęli
mieszać w FOZZ i kręcić lody
z Bagsikiem i Gąsiorowskim. W samej Warszawie uwłaszczyli na ponad 100
milionów. Przypomnę że w 2007 roku PIS sprzedało za ponad 34 miliony
budynki w Warszawie na których uwłaszczyło się (ukradło) PC. W tym samym
czasie PISowski minister skarbu umorzył długi PC bo twierdził ze nie
można znaleźć spadkobierców i następców. Gdy już napełnili konta w
Szwajcarii podnieśli krzyk że majątek narodowy jest rozkradany.
Oczywiście krzyczą że kradli inni.
Jarosław Kaczyński nie zna dnia, ani mínuty, dlatego symuluje
chorobę psychiczną: zamachowe urojenia paranoiczne wzmacnia teraz pomnikową
manią wielkości.
Adam
Wielomski (...) Ten krzyż – w ich oczach – nie jest już krzyżem symbolizującą
męczeńską śmierć Jezusa Chrystusa, naszego Króla. Ten krzyż symbolizuje, że
Bronisław Komorowski nie jest legitymistycznym Prezydentem RP; ten krzyż to
znak, że jedynym prawowitym prezydentem był Lech Kaczyński, a po jego śmierci
(oczywiście w zamachu zo...rganizowanym przez Putina i Tuska, którzy zestrzelili
samolot za pomocą wielkiego magnesu lub sztucznej mgły) jedynym legitymistycznym
i prawowitym Prezydentem RP może być tylko Jarosław Kaczyński. Ten krzyż stoi
tam po to, aby pokazać światu, że wybrany zgodnie z obowiązującym prawem
Prezydent nie jest „prawdziwym prezydentem”.
Sekta broniąca krzyża to
polityczni anarchiści.
Sekciarze broniący krzyża nie są także
katolikami. Przecież ci ludzie nie dopuścili do krzyża trzech katolickich
duchownych. Jeden z nich lżył tych duchownych wyzywając ich od „ubeków”. Ci
ludzie nie uznają jurysdykcji Biskupa nakazującego przenieść krzyż, nie uznają
też księży. To oni są „ludem Bożym”, to oni są autentycznym „Kościołem”, którzy
występują przeciwko hierarchom i nie uznaje ich jurysdykcji. Ich „papieżem” jest
Jarosław Kaczyński, a „biskupami” politycy PiS.
To nic innego jak
tylko zwykła sekta religijno-polityczna.
Zapewne to ci sami ludzie
protestowali przeciwko arcybiskupowi Wielgusowi, gdyż także wtedy „lud Boży”
również uzurpował sobie prawo do decydowania kto będzie biskupem czy
metropolitą, odbierając uprawnienie Biskupowi Rzymu do mianowania poszczególnych
osób na wysokie stanowiska kościelne. Inspirująca ten tłumek partia polityczna
też nie jest katolicka, gdyż jej przywódcy najpierw storpedowali konstytucyjny
zapis absolutnej ochrony życia od momentu poczęcia; teraz popierają projekty w
sprawie in vitro, które są sprzeczne z nauczaniem Kościoła. Prezydent pochodzący
z tej partii najpierw próbował zablokować nominację abpa Wielgusa w Watykanie, a
potem klaskał gdy pomówiony hierarcha rezygnował z nominacji (...).Zobacz
więcej
Zadaniem Prokuratora Generalnego RP nie jest
rozwiązywanie problemów rodzinnych Jarosława Kaczyńskiego. Dlaczego
więc prokurator Andrzej Seremet ujawnił 20 lipca 2010 r. trzymaną dotychczas
przez Wojskową Prokuraturę w największej tajemnicy państwowej informację o tym,
że Służby Kontrwywiadu Wojskowego RP już kilkadziesiąt minut po katastrofie 10
kwietnia br. dezaktywowały telefon satelitarny prezydenta Lecha Kaczyńskiego,
przez który to telefon prowadził on z bratem Jarosławem m.in. rozmowę
telefoniczną na kilkanaście minut przed śmiercią, jeśli ujawnienia treści tej
rozmowy domaga się już tymczasem w Polsce znaczące grono przytomnych osób na
czele z prezydentem Lechem Wałęsą, a Wojskowa Prokuratura Okręgowa w Warszawie
podejrzewa z urzędu o spowodowanie katastrofy szereg wytypowanych ludzi i
Jarosława Kaczyńskiego wezwała na przesłuchanie na dzień 27 lipca?
Prokurator Andrzej Seremet ujawniając tajemnicę wagi państwowej,
dotyczącą faktu zniszczenia w Polsce jeszcze 10 kwietnia 2010 r. tak bardzo
ważnych dowodów w sprawie spowodowania katastrofy, albowiem dezaktywowano nie
tylko telefon satelitarny prezydenta Kaczyńskiego ale i wszystkie karty SIM
każdej obecnej na pokładzie tupolewa osoby, dokonał niewątpliwie za kogoś innego
bezprawnej i niewłaściwej oceny zniszczonego wcześniej materiału dowodowego a
przy tym potwierdził nieprawdę uznając, że sprzęt ten stracił wszelkie dane i
stał się bezwartościowy. To jest tylko przedmiot, przy pomocy którego odbywano
rozmowy - mówi Andrzej Seremet a dziennikarz radia RMF FM przytacza
bezkrytycznie tę wypowiedź, bo dziennikarz radiowy nie musi wiedzieć, co wolno
wojewodzie, a czego nie wolno robić prokuratorowi Andrzejowi Seremetowi na tym
etapie prowadzenia śledztwa przez Wojskową Prokuraturę Okręgową w
Warszawie.
Dziennikarz radiowy nie musi także wiedzieć, czy Prokurator
Generalny Andrzej Seremet jest zobowiązany z urzędu do zrobienia służbowego
użytku z wiedzą, którą posiadł na temat zniszczenia w Polsce dowodów związanych
z katastrofą samolotową nad Smoleńskiem. Bo to prokurator Seremet powinien
wiedzieć, że telefon satelitarny Lecha Kaczyńskiego nie jest z pewnością bez
wartości w rękach Rosjan! Takoż i każda karta SIM ocalała z tej katastrofy a
zabezpieczona na miejscu, gdyż według procedur, które powinny jednak obowiązywać
prokuratorów i wszystkich obywateli nie tylko w Rosji ale i w państwie skleconym
przez komunistycznych złoczyńców w Magdalence, dowody w postaci zapisów
elektronicznych winne być zabezpieczone w każdym państwie prawa na oryginalnym
nośniku.
Telefon satelitarny Lecha Kaczyńskiego pozostaje więc do
dyspozycji nie tylko rosyjskich prokuratorów i jeśli tak zwany zespół sejmowy do
spraw obrony imienia Kaczyńskich, byłych współpracowników KOR-u, powołany w
Polsce przez KOR-owców: Maciarewicza i Romaszewskiego nie zaprzestanie bić piany
i pić do Rosjan z pomówieniami o dokonanie rzekomej "zbrodni", to byle haker w
Murmańsku może przecież ściągnąć z internetu za darmo program do przywracania
danych na tych kartach SIM zdezaktywowanych przez warszawskich agentów, na
kartach będących poza granicami Kraju jak prawdziwe władze Rzeczypospolitej
Polskiej były i prawdziwe harcerstwo, do którego należał śp. dh Kaczorowski
przez wiele jeszcze lat po przegranej przez Polskę wojnie w 1945 roku, zanim
wrócił z insygniami do Ojczyzny, by zginąć pośród 96 innych ofiar katastrofy
tupolewa.
Jeżeli gazeta "Nasz Dziennik" jak i wszystkie inne media oraz
osoby pozostające do dyspozycji paradującego jeszcze w sutannnie polityka
Rydzyka nie zaprzestaną siać nienawiści do Braci Rosjan przy okazji wymyślania
coraz to nowych bredni na kanwie tej katastrofy, to strona rosyjska może
przecież zaprosić agentów Służb Kontrwywiadu Wojskowego z Warszawy zamaskowanych
jako Toruńska Pielgrzymka Piesza Rodziny Archeologów Radia Maryja, żeby ryli
sobie ziemię na miejscu wypadku w poszukiwaniu UFO, lub drugiego samolotu, który
według najnowszej wersji tej gazety o. Rydzyka miał się rzekomo zderzyć z
tupolewem Kaczyńskich, choć nie wiadomo, jak miałby tego dokonać, jeśli mgła
była taka, że najwyższy dowódca lotnictwa wojskowego ziemi nie widział z
odległości 50 metrów, a prokuratura w Warszawie zwróciła się już do władz
amerykańskich z zapytaniem o to, czy istnieje w Ameryce nagranie rozmowy braci
Kaczyńskich, które należałoby przecież zdezaktywować w ramach NATO jak wszystkie
inne dowody, które mogły by naruszyć układ o bezkarności złoczyńców z
Magdalenki. Układ o immunitecie bezmyślnych i bezwzględnych dla Polaków
prokuratorów w Polsce, bezkarności niesprawiedliwych sędziów, prawie dla ludzi
uważających się za wybranych i tak zwanej sprawiedliwości dla wielomilionowej
reszty bydła.
Prokurator Andrzej Seremet objął funkcję Prokuratora
Generalnego 31 marca 2010 r. powołany na to stanowisko przez prezydenta Lecha
Kaczyńskiego 6 marca, a jeśli chce pozostać na tym wpływowym i nieźle chyba
popłatnym stanowisku za prezydenta Komorowskiego, to powinien raczej unikać
stwarzania wrażenia, że chciałby się jakoś odwdzięczyć rodzinie zabitego
prezydenta Kaczyńskiego za otrzymaną niedawno nominację.
Bo Prezydent
Bronisław Komorowski może nie skorzystać z prawa łaski w stosunku do takiego
Prokuratora Generalnego, który na oczach całego świata nie umie utrzymać języka
za zębami i zachowuje się kosztem Wojskowej Prokuratury Okręgowej w Warszawie i
Służb Kontrwywiadu Wojskowego tak, jak zostało już to powiedziane, a jakby
Jarosław Kaczyński miał jeszcze na tym coś skorzystać.
22.07.2010 Prokurator Seremetwezwany do Sejmu na początek sierpnia| 19:08
Na początku sierpnia, podczas kolejnego posiedzenia Sejmu,
odbędzie się spotkanie prokuratora generalnego Andrzeja Seremeta z komisją
sprawiedliwości w sprawie katastrofy smoleńskiej - powiedział w czwartek
22.07.2010 przewodniczący tej komisji Ryszard Kalisz (SLD) .
Kaczyński był słabym, nieudolnym prezydentem, który źle wypełniał swoją funkcję. On blokował reformy Donalda Tuska, ośmieszał Polskę za granicą. Zginał tragicznie, to bez dwóch zdań, ale Lech Kaczyński zginał wskutek własnej głupoty, pychy, polityki historycznej, ego, nieprzestrzegania procedur.
(...) Jarosław Kaczyński mógł wpływać na Lecha i domagać się od niego lądowania.
96 osób zginęło 1o kwietnia, a Rosjanie zlecili wojskowej prokuraturze w Warszawie przesłuchanie jednego tylko krewnego w linii bocznej, braty ofiary katastrofy pod Smoleńskiem. Jarosław Kaczyński ma być przesłuchany 27 lipca 2010r. a nie wiadomo, dlaczego potwierdza tę informację rzecznik Najwyższej Prokuratury Wojskowej, płk. Jerzy Artymiak, a nie rzecznik Wojskowej Prokuratury Okręgowej, która musi uprzedzić Kaczyńskiego o odpowiedzialności karnej za składanie fałszywych zeznań. A jeśli Jarosław Kaczyński przesłuchany zostanie jako obwiniony o możliwość spowodowania katastrofy poprzez podjęcie za brata Lecha Kaczyńskiego zgubnej decyzji o przymusowym lądowaniu, to zostanie też uprzedzony o możliwości odmowy składania przez siebie zeznań. Kaczyński pouczony zostanie też o możliwości złożenia wniosku o naprawienie przez siebie szkody wyrządzonej właścicielom samolotu i lotniska oraz rodzinom Polaków zabitych w katastrofie 10 kwietnia 2010.
http://sowa.quicksnake.pl/Stefan-Kosiewski Zadaniem
filozofa jest podejmowanie prób zrozumienia problemów, a nie rozwiązywanie … «więcej»
Zadaniem filozofa jest podejmowanie prób zrozumienia
problemów, a nie rozwiązywanie problemów.
Janusz Palikot jest magistrem filozofii, lecz ani
nie stara się zrozumieć problemów, ani ich rozwiązać, bowiem z upodobaniem
zajmuje się tylko ich pomnażaniem. Zaczął od prywatnych problemów z własną żoną,
z którą nie umiał się uczciwie rozejść w spokoju, jak Bóg przykazał Mojżeszowi.
Teraz ma mieć podobno problemy z partią, do której nie po to się przecież
zapisał, żeby śnić tylko o mozolnym wspinaniu się do nieba po jakiejś drabinie,
lecz żeby dopiąć swego. Pragmatyczny to zaiste filozof, bo żyjąc ze
sprywatyzowanego po Magdalence Polskiego Monopolu Spirytusowego a wizytując
własną córkę w Czeladzi nie pogardził przy tej to okazji marnym przecież
prezentem kupionym mu za 100 złotych z kasy Urzędu Miejskiego przez burmistrza
Marka Mrozowskiego z tej samej Platformy Obywatelskiej, wcześniej członka
PZPR-u, PSL-u, UW-u, UP-e itd-e, kilku lokalnych ugrupowań zakładanych okazyjnie
pod różnymi nazwami dla niepoznaki.
Palikot miał mieć chyba duże problemy w związku z transferami pieniędzy na
jakieś wyspy zagraniczne, nie podlegające polskiej jurysdykcji
i opodatkowaniu, a jednak jakimś cudem w Polsce nie słychać już o tych
problemach i Janusz Palikot nie musi ich wcale rozwiązywać, ani nawet starać się
zrozumieć, kto za tym komfortem psychicznym stoi, który on w Polsce uzyskał. Dla
niego ważne jest, żeby obnosił się publicznie jak bikiniarz za Gomułki
w szalenie drogich dla normalnych ludzi ciuchach i żeby go wszędzie było pełno
jak po śmierci Urszulki, a już najwięcej w mediach.
Zadbano ostatnio o to przy pomocy telewizyjnej dziennikarki radiowej Moniki
Olejnik, która jak mało kto potrafi z niczego wykrzesać przed mikrofonem dla
milionów emocje przedwojennej, żydowskiej pyskówki, dolać oliwy do ognia, by
cudownie spalić wszystko na panewce jak prawdziwa, farbowana blondynka. Takoż
zapewne pod wpływem tej samej magii telewizyjny niegdyś dziennikarz a obecnie
redaktor naczelny pewnego tygodnika Lis kreuje Palikota na jedynego protagonistę
tezy o umiejscowieniu źródła katastrofy pod Smoleńskiem w fatalizmie sprawczym
braci Kaczyńskich.
Jak gdyby prezydent Lech Wałęsa nie przypominał nieustannie światu i Miastu
od pierwszego dnia, kiedy tylko wyszło to na jaw, że jeden brat Kaczyński
konsultował z drugim bratem przez telefon satelitarny, co ma zrobić z tą mgłą,
przez którą lotnicy nie chcą wylądować.
Jak gdyby dziennikarz Tomasz Lis nie umiał wpisać sobie do wyszukiwarki
google zdania: Zawiadomienie
o przestępstwie spowodowania katastrofy samolotowej ... , którego to
zawiadomienia Palikot przecież do prokuratury nie złożył, ani żadna inna osoba
publiczna w Polsce, bo beneficjenci przemian własnościowych w Polsce, którzy
skorzystali bardzo dobrze finansowo i w każdym innym wymiarze widzialnego świata
na szatańskiej przemianie po 1989 roku, nie mają interesu w tym, żeby cokolwiek
w Polsce zmieniać.
Wszystko ma wszak pozostać tak, jak przewidywał Plan towarzysza Rakowskiego
objawiony w Magdalence przez generałów tzw. partnerom społecznym wyłonionym z
trockistowskiego KOR-u; Lech Kaczyński zasiadał tam w końcu stoła, przypomnijmy
obok: Michnik, Geremek, Frasyniuk, Bujak i cała reszta cwaniaków spod ciemnej
gwiazdy rewizjonistów marksistowskich, która dobrze chyba wyszła na tych
fotografiach zrobionych im tam przez ubowców Kiszczaka przy biskupach i
księżach.
A jeśli nikomu nic nie może grozić za jakiekolwiek bezprawne czyny,
nadużycie władzy, to i nikt publicznie nie przypomina, że 27 lipca Jarosław
Kaczyński ma jednak stawić się przed oblicze Wojskowego Prokuratora Okręgowego w
Warszawie, żeby odpowiedzieć jasno i niedwuznacznie na kika prostych pytań;
- czy była zmowa z bratem, że poleci niezależnie od premiera Tuska ta wycieczka
do Katynia i czy była w przestrzeni powietrznej nad Smoleńskiem ta rozmowa
telefoniczna z bratem przez telefon satelitarny i kto na kogo naciskał: Kain na
Abla, czy Abel na Kaina?
Bo i po co komu potrzebna w Polsce cała ta biblijna wiedza, jeżeli kardynał
Dziwisz pospiesznie i nie wiedzieć, dlaczego zaklepał dla Kaczyńskich Wawel? A
przecież należy przy tym pamiętać, że to nie na ks. Dziwisza Służba
Bezpieczeństwa miała w Watykanie haka, ale na ojca Hejmo.
Warszawa nie może pogodzić się z tym, że zidentyfikowane przez brata ciało
prezydenta i nie zidentyfikowane ciało ukochanej bratowej spoczywa tymczasem w
Krakowie. Targówek upomina się o Pierwszego Warszawiaka, szemrze na razie w
internecie Bródno. Palikot tymczasem pyta głupkowato w programie Moniki Olejnik:
co będzie, kiedy okaże się, że to Lech Kaczyński spowodował tę katastrofę?. Czy
ktoś będzie miał wtedy odwagę powiedzieć Dziwiszowi, że te zwłoki
trzeba wyprowadzić z Wawelu?
Palikot zapomina, że wielu mądrych ludzi w Polsce mówiło w porę Dziwiszowi,
żeby nie ważył się profanować Wawelu! A w Watykanie o. Hejmo nie był przecież
najbliżej przy papieżu, więc jak on niby miał tego Ojca św. podsłuchiwać?
Czy prokurator będzie miał odwagę postawić jakieś pytanie Jarosławowi
Kaczyńskiemu - zapytał mgr Palikot i popełnił grzech śmiertelny filozofów
marksistowskich. Bo w normalnym, niekomunistycznym kraju obowiązują na
całym, demokratycznym świecie procedury, zarówno generała lotnictwa, który nie
ma nic do szukania w kabinie pilotów jak i dyrektora Kancelarii Prezydenta, dla
którego nawet nie było w tej kabinie pilotów stołka. I człowiek wie, mając
procedury, czego ma się w swojej pracy trzymać. Prezydent Kaczyński bezprawnie
wywarł nacisk na pilotów, bo weszło mu to już w krew po Gruzji, jak alkohol po
przyjęciu poprzedniego dnia w Pałacu Prezydenta.
Prokuratora też obowiązuje procedura w takim państwie jak Polska.
Prokurator wojskowy musi zwyczajnie postawić Kaczyńskiemu 27 lipca m.in. pytanie
o ten alkohol pity przez brata poprzedniego dnia w towarzystwie na animusz,
o lekarstwa oraz inne środki chemiczne; - czy wiadomo Panu, że brat przyjmował,
brał, lub zażywał?
Prokurator wojskowy w stopniu pułkownika nie może przecież się bać zapytać
zwykłego posła o to, czy była rozmowa z bratem, którą mogli nagrać Rosjanie,
Niemcy, Izrael, USA, Południowa Korea i Afryka, bo chyba każdy Murzyn już wie z
"Akwarium" Suworowa, że jeśli prezydent jakiegoś ważnego mocarstwa
środkowoeuropejskiego, który zadzierał z Moskwą, uzgadnia coś w samolocie z
bratem stojącym twardo i mocno na ziemi, to przecież każdy haker na całym
świecie mógł tych Kaczorów nagrać, żeby ich w przyszłości szantażować posiadaną
wiedzą na temat ich beztroski.
Janusz Palikot nie powinien wątpić w odwagę polskiego żołnierza, gdyż nie
ma do tego prawa, by pomawiać prokuratora i pułkownika Szeląga o tchórzostwo, bo
kardynał Dziwisz wiedział przecież, jak bardzo Lech Kaczyński sam się czegoś bał
po zawaleniu się hali z gołębiami w Katowicach, że na głowę dał sobie nawet
włożyć ogromny, strażacki kask i wyglądał w nim jak czerwony muchomor,
wystraszony jak purchawka. A taki z tego Kaczyńskiego był wcześniej chojrak jak
odstawia teraz chojraka Jarosław, który w stanie wojennym lojalki podpisywał
jak żaden inny Polak, za dwóch, bo taki był wówczas odważny i bez Eurokurskiego
psa.
Czy partia PiS Kaczyńskich kończy się tak oto na rękach prezesa, jak
skończyła się po innych przegranych wyborach AWS Krzaklewskiego? Palikot nie
podejmuje próby zrozumienia problemu, który stoi przed Jarosławem Kaczyńskim, a
nie przed prokuratorem, bo taki z Palikota filozof, jak wuwuzela z koziej
trąbki.
Problemem dla Polski, którego mgr Palikot zdaje się mieć za zadanie nie
dostrzegać, jest zagwarantowana układem z Magdalenki, utajnionym w swoim czasie
przed Narodem Polskim, nienaruszalność i bezkarność tzw. elit rządzących.
Problem to zaprawdę diabelski taki zawarty przez złoczyńców układ o odpuszczeniu
win naszym winowajcom i niekaraniu ich za grzechy.
Układ, o którym Kaczyński wciąż przypomina po to, by się nim zastawiać i
bronić, gdyż sądzi, że jest to układ wieczny, bo zawarty w Magdalence przy
udziale hierarchów Kościoła Katolickiego.
Tymczasem Kościół to jest rzecz święta i wara fałszywym katolikom od
wycierania nim sobie rąk. Kościół Powszechny stanowi wciąż niezmienną treść i
podstawę życia wielu milionów Polaków, bo Kościół to każda wierząca w Jezusa
Chrystusa osoba, Ty i ja, my wszyscy wierzący w Sprawiedliwość Bożą. A Jarosław
Kaczyński jest tylko papierowym tygrysem lakmusowym, którego prokurator ma z
obowiązku zamoczyć w procedurach, żeby wykazał swoją obecność w człowieku odczyn
Zła.
Lech Kaczyński był przed kilku laty na Ukrainie i miał złożyć kwiaty na
mogiłach pomordowanych i pochowanych w okolicach Charkowa tysięcy oficerów
Wojska Polskiego, a jednak przeleciał się tam wtedy tylko po to, żeby popierać w
kampanii wyborczej pomarańczowego Europejszczyka Juszczenkę, a na mogiły naszych
Ojców nie poleciał, choć nie przeszkodził mu żaden tuman, mówiąc po rosyjsku,
żadna mgła. Może nie chciał się tam z małpką chwiać, jak poprzednik nad mogiłą
w innym miejscu chwiał? Może miał jakieś paranormalne przeczucie? Kardynał
Dziwisz może więc powołać w tej sprawie Komisję Kościelną, jak do zbadania
ubeckiej przeszłości biskupów i księży i cudów, które rzekomo masowo się dzieją
w Polsce z pomnikami Karola Wojtyły, który był przecież tylko człowiekiem, choć
pospiesznie okrzyczano go dla czyjejś potrzeby świętym. Naród Polski ma dość
przebywania w tym cyrku.
Polakom potrzeba nowej siły politycznej na miejsce fałszywego PiS-u,
któremu jak trwoga, to do Gierka od Boga. Bo były premier i komunista Leszek
Miller nie dał się jeszcze poznać po tym, że skończył się już w polityce i znowu
gotów sięgnąć po zero do kabały. Tym razem dla Jarosława Kaczyńskiego, żeby
rozeszła się po kościach 96 ofiar odpowiedzialność za katastrofę i skończyło
wszystko na małpich żartach, a Palikot z tego samego względu bredzi, żeby
Kaczyńskiego wypędzić z Polski na banicję. A czy zapytał Palikot Polaków, co
sądzą o książce"Zbrodnia i kara" Dostojewskiego? A czy w Izraelu chcieliby tego
Kaczyńskiego, jeśli on taki ponoć wielki polski patriota, że nawet bez własnego
konta na tych Wyspach Bergamutach.
(...) na pokładzie samolotu
tuż przed katastrofą. Jako pilot informuje, że widoczność jest zła, i pyta, czy
ma lądować w Mińsku. Zaraz potem jako Lech Kaczyński twardo rozkazuje:
„Lądujecie tu, natychmiast, to rozkaz. Jestem prezydentem!”. Następnie sugeruje
jeszcze, że gdyby w podobnym wypadku lotniczym zginęła cała niemiecka elita,
ludzie odetchnęliby z ulgą (...).
W najnowszym odcinku programu satyrycznego
„Neues aus der Anstalt” niemiecki komik Urban Priol nawiązuje do temat
katastrofy polskiego samolotu prezydenckiego w Smoleńsku. W pewnym momencie (na
wysokości 3:35 poniższego filmiku) krytykuje różne hipotezy dotyczące przyczyn
tej tragedii. Następnie odg...
Lech Kaczyński nie zmienił decyzji brata Jarosława o
antyrządowej demonstracji w Katyniu 10 kwietnia; 10:30:32,7 Kazana: Na
razie nie ma jeszcze decyzji prezydenta, co dalej robić.
Wojskowy Prokurator Okręgowy płk. Ireneusz Szeląg nie ma odwagi, żeby wezwać Jarosława K. na
przesłuchanie w sprawie odpowiedzialności za śmierć 96 osób, obywateli
RP.
wybory.onet.pl — Zarzuca pilotowi i Kazanie zatajenie informacji, a sam nie udziela prokuraturze wyjasnien pod przysiega, lecz kreci, ze rozmawial przez telefon satelitarny tylko o chorej od miesiecy matce. Szyfrowal, czy grypsowal bratu? Jaroslaw K. podpisal ubowcom 2 lojalki, ale nie dopuszcza, ze Kazana i pilot mogli byc pod presja!
O tym, że na fotelu II
pilota siedział gen. Błasik i osobiście wykonywał rozkaz lądowania
wydany mu przez Lecha Kaczyńskiego świadczą dwa fakty, których nie można
w żaden iny sposób wytłumaczyć, a nie wolno ich przemilczeć:
1. Po wydanej przez II pilota komendzie: "Odchodzimy" tupolew nie został
jednak pzez tego samego II pilota wyprowadzony do góry.
2. Nie zrobił tego także I pilot, który milczał w ostatniej fazie lotu i
nie odpowiadał na wezwania wieży kontrolnej, gdyż nie kontrolował
lądowania wykonywanego osobiście przez najwyższego przełożonego pilotów,
dowódcę lotnictwa Wojska Polskiego.
___ Inny ekspert od bezpieczeństwa lotów, z którym rozmawiał "Russkij
Newsweek", a który jednak zastrzegł sobie anonimowość, uważa nawet, że
"z 50-procentowym prawdopodobieństwem można przyjąć, że w fotelu II
pilota siedział dowódca Sił Powietrznych (generał Andrzej Błasik)".
Rodziny zamordowanych przez cudzą głupotę 96 osób będą się dopominać o prawo i sprawiedliwość w Polsce,
Sowa Magazyn
EuropejskiO godz. 8:20 Lech Kaczyński i
Jarosław Kaczyński rozmawiają na temat trudności z lądowaniem w Smoleńsku. Lech
Kaczyński doświadczył wcześniej odmowy ze strony pilota wykonania jego rozkazu
lądowania w Gruzji; o godz. 8:22 do kabiny pilota skierowany został dowódca
lotnictwa gen. Andrzej Błasik z rozkazem lądowania. Są ...dowody, nagrania
rozmów z tel. satelitarnego i z kabiny pilota, jest Kaczyński na Wawelu, a drugi
kandyduje bezkarnie na Prezydenta RP, bo prokurator w Warszawie nie wezwał go
jeszcze na przesłuchanie.
Im Fall der Unglücksmaschine des polnischen
Präsidenten Lech Kaczynski verdichteten sich Hinweise, wonach die Piloten trotz
der Warnung des Fluglotsen zur Landung gedrängt worden sein könnten. Im Cockpit
der Tupolew haben sich kurz vor dem Absturz neben der Besatzung noch weitere
Menschen
Kaczyński obciąża perfidnie zbrodniami żydokomuny Naród Rosyjski opowiadając naiwną bajeczkę o miłosiernym Rosjaninie
Jarosław Kaczyński obciąża perfidnie zbrodniami żydokomuny Naród Rosyjski opowiadając naiwną bajeczkę o miłosiernym Rosjaninie, który rzekomo ostrzegł dziadka Kaczyńskich przed wywózką na Syberię (perfidia kaczora polega na tym, że głupi ma zrozumieć, iż reszta ruskich nie ostrzegła Polaków). Przypomnijmy, że 1,5 miliona Polaków wywiozło na Sybir i do Kazachstanu żydowskie NKWD, które zamordowało też oficerów Wojska Polskiego w Katyniu, a swoim żydy krzywdy nie robili ani na terenach włączonych po 17 września 1939 do Związku Sowieckiego, który założył żydowski adwokat o nazwisku Uljanow, syn Eliasza (Lenin), ani za rządów i panoszenia się Kaczyńskich w tzw. demokratycznej Polsce.
2 maj 2010. Patronat honorowy Prezydenta Rzeczypospolitej Polskiej.
Uroczystość w Panteonie Bohaterów i Zasłużonych u OO Dominikanów, godz. 11.00.
Konferencja
w sali PAN przy ul. Wieniawskiego około godz. 14.00
(wystąpienia Prezydenta RP i prelegentów (3-5). Uroczystość upamiętni
publikacja: numer specjalny „Actum”.
Należy powołać komitet
obchodów i upamiętnienia. Osoby chętne do zaangażowania się w
przygotowania proszę kierować informacje na adres strony e-mail:
Adres
poczty elektronicznej jest chroniony przed robotami spamującymi. W
przeglądarce musi być włączona obsługa JavaScript, żeby go zobaczyć.
będzie je odbierać pani Urszula Zdziebkowska. http://www.warsztatyidei.pl/planowane/
W dniu 05 lutego 2010 roku o godzinie 15.00 na ulicy Grobla 27a w Poznaniu
pod konsulatem honorowym Ukrainy spotkało się około 30 osób, ze środowisk
kresowych, aby zaprotestować przeciwko dekretowi Juszczenki nadającemu tytuł
Bohatera Ukrainy S. Banderze.
Akcja przebiegła bardzo spokojnie. Rozdano ulotki, przeczytano tekst pisma
skierowanego do konsula i zebranych przed konsulatem, w którym poza protestem
przeciw nadaniu tytułu Bohatera Ukrainy Banderze, wymieniono pięć przykładów
protestów na samej Ukrainie; Miedzy innymi w Odessie, gdzie Organizacja
społeczna "Dozór" wystosowana specjalny list z przeprosinami do Polaków za
niegodny czyn Juszczenki, złożony na ręce Ambasadora Polski na Ukrainie i
konsula Generalnego RP w Odessie, nazywając czyn Juszczenki "..zniewagą, którą
wyrządził Polakom prezydent Ukrainy, nadając poplecznikowi nazizmu Banderze
wysokie odznaczenie państwowe". Również w Odessie spalono kukłę Bandery w
niemieckim mundurze, przedtem zrywając odznaczenie Bohatera Ukrainy. Wymieniono
też decyzję głównego Rabina Ukrainy, który poza krytyką gloryfikacji Bandery
przez ustępującego niesławnie prezydenta Ukrainy zdecydował się zwrócić wręczone
mu odznaczenie "Za Zasługi" III stopnia, ponadto nazwał czyn Juszczenki,
"Strasznym ciosem w wizerunek międzynarodowy Ukrainy".Wymieniono też protest
Rady miejskiej w Jałcie, przeciw uhonorowaniu Bandery.
Po odczytaniu pisma, zebrano podpisy od zgromadzonych, i delegacja składająca
się z dwóch osób, przekazała je na ręce konsula honorowego Pana Łukasza
Horowskiego. Wręczono też pracownikom konsulatu, za pozwoleniem Pana Konsula,
ulotki mówiące o jednym z brutalnych mordów wspomnianym w piśmie; na Stasi
Stefaniak, córeczce mieszanej polsko-ukraińskiej rodziny, symbolem okrucieństwa
bandytów, którymi dowodził Bandera. W rozmowie z Panem Konsulem delegaci
podkreślili pokojowy charakter demonstracji, i fakt, że protest odnosił się
jedynie do tej części społeczeństwa ukraińskiego, która określa się mianem
nacjonalistów i podziela poglądy ustępującego prezydenta na Ukrainie, dotyczące
Bandery.
Po wyjściu z konsulatu zrobiono pamiątkowe zdjęcie, tym którzy wytrzymali i
w mroźnej aurze zimowego piątkowego popołudnia, czekali na delegację.
Organizatorzy podziękowali zebranym za przybycie, i zgromadzeni rozeszli się.
Angela Merkel nie
mówi o ZAMACHU, ani o ZBRODNI, chociaż tak samo jak w przypadku katastrofy pod
Smoleńskiem nie przestrzegano PROCEDUR! Było tylko jedno wejście na ogrodzony
teren imprezy dla półtora miliona ludzi, z których większiść była po zażyciu
Technodrogen, czyli narkotyków utrzymujących ciała w podrygach przy hałasach techno.
W nocnym dzienniku telewizyjnym ARD pojawiła się także
informacja od jednego u czestników imprezy, że policja niemiecka długo jeszcze
kierowała tłumy do tunelu, chociaż wiadomo już było, że w tunelu była MASAKRA, a
ludzie pchani siłą do tunelu wdrapywali się na rusztowania i mury uciekając w
panice przed śmiercią.
Co najmniej 17 osób zginęło, a dziesiątki
zostały ranne, w tym 45 ciężko w wyniku wybuchu paniki podczas Love Parade w
Duisburgu. Według obecnych informacji wśród ofiar nie ma obywateli polskich. 10
osób zginęło na miejscu, 7 po bezskutecznej reanimacji, około 40 zostało ciężko
rannych a kolejnych 8...
geschmacklos, ungenießbar, nienawiść do polskich pielęgniarek wyssana z mlekiem matki, tasteless, bliźniaki niezdatne w życiu
Nie może być zasady, że z jednymi przestępcami premier rozmawia, a innych poprzez odpowiednie służby wsadza do więzienia - powiedział szef rządu Jarosław Kaczyński, odnosząc się do pielęgniarek, które ósmy dzień okupują jego kancelarię.
- Może to drastyczne sformułowanie, ale kto dopuszcza się przestępstwa, ten jest przestępcą - zaznaczył premier w radiowych "Sygnałach dnia". Dodał, że jest gotowy do rozmów z protestującymi, ale poza kancelarią i po przerwaniu okupacji gmachu.