
Zadaniem Prokuratora Generalnego RP nie jest rozwiązywanie problemów rodzinnych Jarosława Kaczyńskiego. Dlaczego więc prokurator Andrzej Seremet ujawnił 20 lipca 2010 r. trzymaną dotychczas przez Wojskową Prokuraturę w największej tajemnicy państwowej informację o tym, że Służby Kontrwywiadu Wojskowego RP już kilkadziesiąt minut po katastrofie 10 kwietnia br. dezaktywowały telefon satelitarny prezydenta Lecha Kaczyńskiego, przez który to telefon prowadził on z bratem Jarosławem m.in. rozmowę telefoniczną na kilkanaście minut przed śmiercią, jeśli ujawnienia treści tej rozmowy domaga się już tymczasem w Polsce znaczące grono przytomnych osób na czele z prezydentem Lechem Wałęsą, a Wojskowa Prokuratura Okręgowa w Warszawie podejrzewa z urzędu o spowodowanie katastrofy szereg wytypowanych ludzi i Jarosława Kaczyńskiego wezwała na przesłuchanie na dzień 27 lipca?
Download this episode (11 min)
Prokurator Andrzej Seremet ujawniając tajemnicę wagi państwowej,
dotyczącą faktu zniszczenia w Polsce jeszcze 10 kwietnia 2010 r. tak bardzo
ważnych dowodów w sprawie spowodowania katastrofy, albowiem dezaktywowano nie
tylko telefon satelitarny prezydenta Kaczyńskiego ale i wszystkie karty SIM
każdej obecnej na pokładzie tupolewa osoby, dokonał niewątpliwie za kogoś innego
bezprawnej i niewłaściwej oceny zniszczonego wcześniej materiału dowodowego a
przy tym potwierdził nieprawdę uznając, że sprzęt ten stracił wszelkie dane i
stał się bezwartościowy. To jest tylko przedmiot, przy pomocy którego odbywano
rozmowy - mówi Andrzej Seremet a dziennikarz radia RMF FM przytacza
bezkrytycznie tę wypowiedź, bo dziennikarz radiowy nie musi wiedzieć, co wolno
wojewodzie, a czego nie wolno robić prokuratorowi Andrzejowi Seremetowi na tym
etapie prowadzenia śledztwa przez Wojskową Prokuraturę Okręgową w
Warszawie.
Dziennikarz radiowy nie musi także wiedzieć, czy Prokurator
Generalny Andrzej Seremet jest zobowiązany z urzędu do zrobienia służbowego
użytku z wiedzą, którą posiadł na temat zniszczenia w Polsce dowodów związanych
z katastrofą samolotową nad Smoleńskiem. Bo to prokurator Seremet powinien
wiedzieć, że telefon satelitarny Lecha Kaczyńskiego nie jest z pewnością bez
wartości w rękach Rosjan! Takoż i każda karta SIM ocalała z tej katastrofy a
zabezpieczona na miejscu, gdyż według procedur, które powinny jednak obowiązywać
prokuratorów i wszystkich obywateli nie tylko w Rosji ale i w państwie skleconym
przez komunistycznych złoczyńców w Magdalence, dowody w postaci zapisów
elektronicznych winne być zabezpieczone w każdym państwie prawa na oryginalnym
nośniku.
Telefon satelitarny Lecha Kaczyńskiego pozostaje więc do
dyspozycji nie tylko rosyjskich prokuratorów i jeśli tak zwany zespół sejmowy do
spraw obrony imienia Kaczyńskich, byłych współpracowników KOR-u, powołany w
Polsce przez KOR-owców: Maciarewicza i Romaszewskiego nie zaprzestanie bić piany
i pić do Rosjan z pomówieniami o dokonanie rzekomej "zbrodni", to byle haker w
Murmańsku może przecież ściągnąć z internetu za darmo program do przywracania
danych na tych kartach SIM zdezaktywowanych przez warszawskich agentów, na
kartach będących poza granicami Kraju jak prawdziwe władze Rzeczypospolitej
Polskiej były i prawdziwe harcerstwo, do którego należał śp. dh Kaczorowski
przez wiele jeszcze lat po przegranej przez Polskę wojnie w 1945 roku, zanim
wrócił z insygniami do Ojczyzny, by zginąć pośród 96 innych ofiar katastrofy
tupolewa.
Jeżeli gazeta "Nasz Dziennik" jak i wszystkie inne media oraz
osoby pozostające do dyspozycji paradującego jeszcze w sutannnie polityka
Rydzyka nie zaprzestaną siać nienawiści do Braci Rosjan przy okazji wymyślania
coraz to nowych bredni na kanwie tej katastrofy, to strona rosyjska może
przecież zaprosić agentów Służb Kontrwywiadu Wojskowego z Warszawy zamaskowanych
jako Toruńska Pielgrzymka Piesza Rodziny Archeologów Radia Maryja, żeby ryli
sobie ziemię na miejscu wypadku w poszukiwaniu UFO, lub drugiego samolotu, który
według najnowszej wersji tej gazety o. Rydzyka miał się rzekomo zderzyć z
tupolewem Kaczyńskich, choć nie wiadomo, jak miałby tego dokonać, jeśli mgła
była taka, że najwyższy dowódca lotnictwa wojskowego ziemi nie widział z
odległości 50 metrów, a prokuratura w Warszawie zwróciła się już do władz
amerykańskich z zapytaniem o to, czy istnieje w Ameryce nagranie rozmowy braci
Kaczyńskich, które należałoby przecież zdezaktywować w ramach NATO jak wszystkie
inne dowody, które mogły by naruszyć układ o bezkarności złoczyńców z
Magdalenki. Układ o immunitecie bezmyślnych i bezwzględnych dla Polaków
prokuratorów w Polsce, bezkarności niesprawiedliwych sędziów, prawie dla ludzi
uważających się za wybranych i tak zwanej sprawiedliwości dla wielomilionowej
reszty bydła.
Prokurator Andrzej Seremet objął funkcję Prokuratora
Generalnego 31 marca 2010 r. powołany na to stanowisko przez prezydenta Lecha
Kaczyńskiego 6 marca, a jeśli chce pozostać na tym wpływowym i nieźle chyba
popłatnym stanowisku za prezydenta Komorowskiego, to powinien raczej unikać
stwarzania wrażenia, że chciałby się jakoś odwdzięczyć rodzinie zabitego
prezydenta Kaczyńskiego za otrzymaną niedawno nominację.
Bo Prezydent
Bronisław Komorowski może nie skorzystać z prawa łaski w stosunku do takiego
Prokuratora Generalnego, który na oczach całego świata nie umie utrzymać języka
za zębami i zachowuje się kosztem Wojskowej Prokuratury Okręgowej w Warszawie i
Służb Kontrwywiadu Wojskowego tak, jak zostało już to powiedziane, a jakby
Jarosław Kaczyński miał jeszcze na tym coś skorzystać.
Z Frankfurtu nad
Menem mówił
Stefan Kosiewski
http://www.mypodcast.com/fsaudio/sowa_20100721_0705-667482.mp3
http://sowa.mypodcast.com/201007_archive.html







