kosiewski.
Add me to your address book
Google Groups – wersja beta
Za darmo po magazyn europejski sowa
E-mail:
Obejrzyj sobie bez zobowiązań

Grab this swicki from eurekster.com

Profil użytkownika Sowa Magazyn Europejski
Profil użytkownika Sowa Magazyn Europejski
Utwórz swoją wizytówkę
Blog > Komentarze do wpisu
boskie pochodzenie konia jakie jest - każden widzi: władze w Polsce kreują animatorzy zagraniczni, a nie Polacy

  

Kiedy zwycięski [po wygraniu wyborów] establishment usadowi się już na stołkach i synekurach, natychmiast zapomina o swym elektoracie, o tym co komu obiecywał i zaczyna wierzyć w swe boskie pochodzenie.

ZARAZA W KRWIOOBIEGU DEMOKRACJI CZĘŚĆ I   1. Demokracja jako taka
Nie od dziś wiadomo że państwo jako wytwór cywilizacji, powołane zostało przez jednostki silniejsze dla ugruntowania swej przewagi nad słabszymi, co pozwalało krzywdzić słabszych w aureoli prawa. Nawet jak twierdzą niektórzy ateiści, wierzenia w sprawstwo sił nadprzyrodzonych, wymyślono po to aby ukryć rzeczywistych sprawców nieszczęść ludzi terroryzowanych przemocą.
Jak było tak było, faktem jest że na bazie sprzeciwu wobec nieograniczonej władzy tyranów, satrapów i innych władców, w starożytnej Grecji narodziła się idea demokracji. To prawda że demokracja ateńska była ustrojem biorącym w obronę przed tyranami obywateli, czyli klasę średnią a nie niewolników ale stała się wzorcem, który mogły naśladować wszystkie warstwy społeczne. Obywatelem demokratycznych Aten był człowiek wolny, w wieku minimum 20 lat, a od reform Klejstenesa (507 r. pne), nastąpiło zatarcie różnic majątkowych. Ta właśnie egaliteryzacja społeczeństwa, stała się jedną z głównych wartości demokracji. W kontekście tej cechy demokracji, wszyscy obywatele są równi. Kiedy okazało się że mimo to nadal obywatele są równi i równiejsi, doprecyzowano tą zasadę „wobec prawa”. Czyli obecnie demokracja to taki pokraczny ustrój w którym obywatele są równi wobec prawa stanowionego według potrzeb grup uprzywilejowanych, decydujących czego prawo nie powinno regulować. A więc, poza regulacjami prawnymi, pozostaje cały kompleks dziedzin decydujących o nierówności obywateli. No to i mamy demokracje, którym obce jest podstawowe założenie tego ustroju „aby silni nie krzywdzili słabszych”.
Historia świata nie zna idealnego ustroju politycznego, zabezpieczającego w równym stopniu wszystkie interesy wszystkich obywateli, aby był odporny na korupcję i głupotę. W starożytnej Grecji demokracja była pochodną ludzkiego geniuszu, który zamiast być doskonalony ulegał stopniowemu zwyrodnieniu do postaci dzisiejszej. Lecz ludzkość dziś w katalogu ustrojów nie ma do zaoferowania nic lepszego, zatem nadzieja w doskonaleniu rozwiązania tego co mamy najlepsze. Nadzieja także w tym że, ludzkość wydziera Molochowi niewiedzy, coraz większe połacie wiedzy i pójdzie za radą amerykańskiego pisarza Edwarda Abbey (1927-1989) „Jeśli sprzeciw nie wystarczy, musicie stawić opór. A jeśli i opór nie wystarczy, musicie zrobić przewrót”. I to przewrót w obronie demokracji, zanim zostanie zakończony wymuszany na siłę proces globalizacji, której ostatecznym efektem będzie ustrój totalitarny (jedna owczarnia - jeden pasterz).
2. Kto rządzi naszą Polską demokracją Przechodząc na pole demokracji w Polsce, mieliśmy ostatnio ciekawe doświadczenie w tym względzie. Upublicznienie przez prokuraturę warszawską, podsłuchanych rozmów telefonicznych min. Kaczmarka, komendanta głów. policji - Kornatowskiego i innych, i nie udowodniło że dokonali oni jakichś przestępstw a tylko ukazało to że, Kaczmarek składał fałszywe zeznania w jednej sprawie co miało implikować jego niewiarygodność w innych, daleko ważniejszych sprawach.
Jednak niejako przy okazji, cała Polska dowiedziała się jakim językiem posługują się polskie „elity” polityczno-biznesowe a także wypłynęła z mroku ‘tajemnicy państwowej’ niejasna rola jednego z najbogatszych ludzi w Polsce, R. Krauzego. Ten ‘biznesmen’ - właściciel firmy komputerowej „Prokom”, wzbogacony na kontraktach państwowych, nazywany w slangu telefonicznym „płatnikiem”, kiedy funkcjonariusze CBA (Centralne Biuro Antykorupcyjne) są przed bramą jego posesji w Gdyni, dzwoni „na komórkę” Prezydenta Lecha Kaczyńskiego, po czym CBA odstępuje od przeprowadzenia akcji. Krauze pakuje walizki i wyjeżdża „na urlop”. Po tych zdarzeniach okazuje się że, Krauzego wszyscy spotykali całkiem przypadkowo i to przelotnie. Nawet obaj panowie K&K zapomnieli że niedawno pani Prezydentowa, była matką chrzestną nowego jachtu R. Krauzego.
To zestawienie, publicznie podawanych informacji, każe domniemywać istnienie powiązań biznesu z ludźmi władzy. W przypadku ery Millera  rządziła Agora (Michnik do Millera: „...możecie uchwalać co chcecie a ja to i tak uwalę”), erę Kwaśniewskiego wspierał Kulczyk a rządy AWS - Stokłosa zaś Kaczyńskich - Krauze. Jeszcze gdzieś po drodze ‘chachmęcił’ Gudzowaty i paru innych, którzy także dorobili się fortun w podejrzanych okolicznościach. Można te spostrzeżenia uogólnić domniemaniem, że „każdy układ rządzący w Polsce ma swego sponsora” (płatnika).
Zakładając że od 1989 roku, nominalnie mamy w Polsce ustrój demokratyczny w którym z definicji, źródłem władzy jest wola większości społeczeństwa, pojawia się pytanie czyją wolę realizują elity polityczne, społeczeństwa czy swoich sponsorów? Wydaje się że niestety praktyka sprawowania władzy, rozmija się jednak z demokratycznymi założeniami ustrojowymi. Analizując problem wpływu kapitału na demokrację stosowaną, będę odnosił się tylko do fundamentalnej dla demokracji zasady „realizacji woli społeczeństwa” (bez której demokracja po prostu nie istnieje).
3. Preparowanie źródła władzy Społeczeństwo w wyborach typuje do sprawowania władzy krąg polityków, najczęściej na zasadzie mniejszego zła a nie większego dobra, najczęściej przy braku rzeczywistych możliwości świadomego wyboru, najczęściej pod presją sowicie opłacanych przez oligarchów środków masowej propagandy, dezinformacji i manipulacji świadomością.
Już na tym etapie formowania się władz państwa, rola publikatorów zaznacza się w sposób oczywisty. To one decydują o tym co polscy wyborcy powinni wiedzieć a czego nie, którzy politycy i ugrupowania zasługują na dostąpienia zaszczytu sprawowania władzy a którzy są niegodni. To nie programy ugrupowań - a sympatie i antypatie szerzone w społeczeństwie bez ograniczeń przez publikatory, decydują o wynikach wyborów. Jeśli zważymy że te środki masowego przekazu z zasady są własnością kapitału zagranicznego, nieodparcie narzuca się wniosek iż władze w Polsce kreują nie Polacy a nieznani z imienia animatorzy zagraniczni, ukryci pod - % udziału spółki w spółce, trzeciej i kolejnych spółek. Z czystym sumieniem można przyjąć że tak naprawdę Polacy nie wiedzą, kto i w jakim celu dokonuje wyboru opcji rządzącej, manipulując ich emocjami. A doskonałym przykładem jest eksplozja zaufania społeczeństwa do PiS, jednorocznej partii, która z niespełna 10 % poparcia,  stała się nagle główną siłą polityczną w Polsce.
Ukształtowana przez publikatory wg potrzeb oligarchii finansowej „wola większości społeczeństwa” jest taka jak jej źródło  przeinaczona.
 4. Deprawacja demokratycznych narzędzi Słuchając wypowiedzi polityków, czytając „programy” ugrupowań, odnosi się wrażenie że im częściej pada słowo „demokracja”, tym autorom dalsza jest idea demokracji. Zastanawiające jest także to że obrońcami demokracji są głównie ci, którzy odnoszą z jej praktykowania największe korzyści. Nie jest to tylko moja obserwacja wynikająca z chorej wyobraźni i widzenia demokracji w krzywym zwierciadle. Znakomity facecjonista amerykański z XIX wieku, zauważył to jako pierwszy twierdząc że: „Arystokrata to demokrata z wypełnionymi kieszeniami”. I nic do tej definicji ani dodać ani nic ująć, demokrację budują i strzegą „jak oka w głowie” ci, którym przynosi ona dywidendy.
Kiedy zwycięski [po wygraniu wyborów] establishment usadowi się już na stołkach i synekurach, natychmiast zapomina o swym elektoracie, o tym co komu obiecywał i zaczyna wierzyć w swe boskie pochodzenie. Za podstawowe swe zadanie przyjmuje skonsumowanie wyborczego zwycięstwa. Postanawia też że mandat do sprawowania władzy jest równoznaczny z przyzwoleniem na wszystkie samowolne decyzje, jakie będzie miał ochotę podjąć, łącznie też ze sprzedażą wszystkich obywateli w jasyr albo inną niewolę po wsze czasy. Establishment wie lepiej co potrzeba społeczeństwu i za nic nie pozwoli aby społeczeństwo, decydowało o sprawach najistotniejszych dla siebie w referendach. Uzurpuje sobie zatem prawo odmowy podmiotowości społeczeństwu które jest wszakże źródłem władzy. Zatem zwycięzcy „demokratycznych” wyborów w Polsce (niezależnie czy to był PRL, III czy IV Rzeczpospolita) są rządami uzurpatorów.
I tu zaczyna się drugi etap wpływu kapitału na demokrację. Pieniądz służy korumpowaniu tak wybranych przedstawicieli narodu, zjednując ich do uchwalania korzystnych dla pieniądza i jego właścicieli rozwiązań legislacyjnych jak też korumpowaniu urzędników państwowych i samorządowych, którym pozostawiono zbyt duży w stosunku do ich kwalifikacji moralnych margines decyzyjności. Jest oczywistym że, dla osiągnięcia korzystnych dla biznesu zmian legislacyjnych [a niekorzystnych dla większości niebiznesowej] oraz korzystnych dla pojedynczych podmiotów gospodarczych decyzji administracyjnych [ze szkodą dla ogółu], potrzebne są duże sumy pieniędzy. Mały a nawet średnio majętny kapitał, nie ma szans na finansowe sterowanie legalnymi organami państwa, liczą się tylko potentaci finansowi, rodzimi a głównie zagraniczni.
Cezary Rozwadowski, 30 września 2007 r.
To zestawienie, publicznie podawanych informacji, każe domniemywać istnienie powiązań biznesu z ludźmi władzy.

niedziela, 30 września 2007, reakcja